LEGNICA Pasażerowie i sklepikarze na dworcu kolejowym marzną na kość
Legnicki dworzec PKP od dawna już nie jest wizytówką miasta. A już szczególnie teraz, gdy jest na nim równie zimno jak na dworze. Wszystkiemu winna jest stara instalacja grzewcza, pamiętająca jeszcze lata trzydzieste.
Miesiąc temu pękła rura. By ją naprawić, trzeba by rozkopać pół dworca. Kolejarze głowią się co zrobić z tym fantem.
Aleksandra Pawełek, zarządca Rejonu Administracji i Utrzymania Nieruchomości PKP w Legnicy na samo pytanie o ziąb na dworcu, rozkłada ręce. – Nie dość, że mamy tyle problemów, to jeszcze ta rura! – wzdycha.
Do awarii instalacji ogrzewającej legnicki dworzec doszło ponad miesiąc temu. Kompleks kolejarskich budynków ogrzewała lokalna kotłownia. Od niej rozchodzą się rury na wszystkie obiekty. Problem w tym, że cała ta instalacja pamięta jeszcze okres międzywojenny. Kładli ją jeszcze Niemcy.
Kłopotliwy remont
- Pewnego dnia ogrzewanie przestało działać. Długo ustalaliśmy, co się stało. Okazało się w końcu, że rura pękła pod holem głównym dworca. Do tego przy samych kasach. W efekcie bez ogrzewania pozostał hol, poczekalnia i budynek, w którym mieści się administracja – mówi Aleksandra Pawełek.
Według fachowców z PKP, naprawienie ogrzewania jest niemożliwe. Dlaczego?
- Rura biegła przez dworcową piwnicę. Ale w latach 70. podziemia zostały zasypane. Do dziś zresztą nie wiem, dlaczego – mówi Aleksandra Pawełek.
By się do niej dostać, ekipa remontowa musiałaby rozkopać prawie cały dworcowy hol. A prace w pobliżu stanowisk kasjerek mogłyby uszkodzić system komputerowy, na którym opiera się sprzedaż biletów.
- Dlatego nie mamy wyjścia. Musimy znaleźć inne rozwiązanie. Odetniemy się od starego systemu grzewczego i założymy nowy. Trwają już prace projektowe. Myślę, że za kilka tygodni będzie gotowy projekt. Do tego czasu jakoś musimy sobie poradzić – mówi Aleksandra Pawełek.
Wszystko to sporo będzie kosztować. Ile? Na razie nie wiadomo. Nie ma jeszcze kosztorysu prac. Ale wiadomo już, że sam projekt będzie kosztować kolej około kilku tys. zł.
- Co tu dużo mówić. Pieniędzy brakuje nam zresztą jak wszędzie. Ale na to muszą się znaleźć – mówi szefowa dworca.
Handlowcy marzną i tracą
Podróżni oczekujący na pociąg póki co będą marznąć. Tak jak Adam Jaworowski, który co drugi piątek jeździ do Wrocławia na uczelnię.
- Faktycznie jest zimno. I jeszcze niezbyt przyjemnie pachnie. Ale to problem chyba wszystkich dworców w kraju – mówi zagadnięty przez nas student.
Nieco lepiej mają kasjerki, którym uruchomiono awaryjne ogrzewanie elektryczne. W najgorszej sytuacji są jednak nie tylko podróżni, ale i dzierżawcy punktów usługowo-handlowych. Na legnickim dworcu są dwa kioski, kilka fast-foodów, kwiaciarnia i punkt ksero. Ich pracownicy siedzą w grubych swetrach i kurtkach.
- Teraz na dworze jest ciepło, jak na tę porę roku. A co będzie jak chwycą mrozy? Grudzień przecież już za pasem – denerwuje się Mirosława Grochowina, która pracuje w punkcie ksero.
- Pracuję tu na zmianę z kolegą od godz. 7 do 19. Na razie wspomagamy się farelką. Ale jak przyjdzie mróz, to i ona dużo nie pomoże. Najgorsza jest wilgoć. Fatalnie wpływa na papier. O! Dziś na przykład straciłam 70 kartek papieru do kserowania. Jak dalej będzie tak zimno, interes podupadnie – żali się kobieta.
DWORZEC TYLKO DLA PASAŻERÓW
Dworzec to budynek przeznaczony dla pasażerów z ważnym biletem. A nie dla bezdomnych – w taki sposób definiuje go Aleksandra Pawełek. Dlatego jeszcze w tym tygodniu dworcowa poczekalnia będzie zamknięta w godz. od 23 do 4 rano. A na drzwiach zostaną zainstalowane kraty. Przedstawiciele PKP twierdzą, że nie są placówką pomocy społecznej i trudno im odmówić racji. Na legnickim dworcu powieszono niedawno regulamin obowiązujący osoby, które przebywają na jego terenie. Zakazuje on m.in. spania na ławkach. Obok wiszą adresy placówek pomocy społecznej, w tym noclegowni dla bezdomnych. – Nieraz rozmawialiśmy z władzami miasta na ten temat. Chcieliśmy pomocy straży miejskiej przy wypędzaniu bezdomnych z poczekalni. Słyszymy, że dworzec ma być wizytówką miasta. Ale jak prosimy o pomoc, to władza mówi, że dworzec jest własnością PKP, a nie gminy – mówi Aleksandra Pawełek.
Autor artykułu: Paweł Jantura