Jest nadzieja na godziwe odszkodowania: Sąd Najwyższy poparł starania zabużan
Rząd ma opublikować trzy tzw. umowy republikańskie, które Polska zawarła z Białorusią, Litwą i Ukrainą w 1944 roku – orzekł wczoraj Sąd Najwyższy. To dobra wiadomość dla zabużan, którzy mają nadzieję, że na tej podstawie będą mogli ubiegać się o zwrot równowartości majątków pozostawionych na Wschodzie.
Na razie to jednak tylko teoria, bo parlament pracuje właśnie nad projektem ustawy o odszkodowaniach za mienie zabużańskie. Nie wiadomo, czy przy wypłacie rekompensat państwo powinno kierować się ustawą, która ogranicza wysokość roszczeń, czy trzema umowami republikańskimi, które gwarantują pełne odszkodowania za utracone majątki.
Nadzieja w Konstytucji
Sprawa jest nawet bardziej skomplikowana. Bo po werdykcie Sądu Najwyższego zabużanie będą mogli dochodzić swoich roszczeń w oparciu o zapis Konstytucji gwarantujący wypłatę odszkodowań w razie nieprzestrzegania umów przez państwo. Zatem zabużanin będzie formalnie walczył nie o odszkodowanie za utracony majątek, a o odszkodowanie za nieprzestrzeganie przez Polskę umów republikańskich. Dotąd sądy odalały roszczenia zabużan argumentując m.in., że te umowy nas nie obowiązują, bo nie zostały w Polsce opublikowane. Sąd Najwyższy nakazał ich publikację – i tym samym uznał ich ważność.
- Jedynym problemem będzie teraz wysokość odszkodowania – powiedział “Słowu” warszawski adwokat Krzysztof Dobrowolski, który reprezentuje zabużan. – Czy ma to być równowartość pozostawionego majątku, czy będzie to inna kwota.
Sejm przyjął niedawno projekt ustawy, która gwarantuje zabużanom wypłatę odszkodowań – ale w kwocie nie większej, niż 50 tys. zł. W dodatku państwo nie da tych pieniędzy nikomu do ręki, a jedynie gwarantuje taką “ulgę” przy zakupie przez zabużan państwowych nieruchomości. Projekt ustawy trafił teraz do Senatu.
- Konflikt między tym dokumentem a orzeczeniem Sądu Najwyższego jest ewidentny – tłumaczy Dobrowolski. – Zresztą, gdyby ustawa została przyjęta, Trybunał Konstytucyjny musiałby stwierdzić jej zgodność z Konstytucją. My zakładamy, że nie ma tej zgodności.
Zamiast pieniędzy – stara fabryka
Zdaniem Joanny Marciniak, szefowej wrocławskiego oddziału Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kresowian – Wierzycieli Skarbu Państwa (OSK-WSP), dobrze byłoby znaleźć jakiś kompromis między projektem ustawy a konsekwencjami decyzji Sądu Najwyższego. Wszak państwo ma kłopoty finansowe i trudno oczekiwać, że wypłaci zabużanom równowartość wszystkich majątków, jakie utracili.
Z drugiej strony, wielu nie podoba się, że aby zdobyć odszkodowanie, muszą stawać do przetargów na sprzedaż państwowych nieruchomości. Zwłaszcza, że są to na ogół dość marnej jakości obiekty.
- Ja na przykład dostałam zaproszenie na przetarg do Zielonej Góry – opowiada Czesława Domańska. – Chodzi o jakąś zdewastowaną fabrykę papieru. Ale mnie to nie interesuje. Przecież zostawiłam na Wschodzie pełnowartościowy majątek.
Rząd szacuje, że w całej Polsce o rekompensaty stara się ponad 78 tys. osób, na samym Dolnym Śląsku – 18,5 tysiąca.
Sprawa Skrzypczaka
Wczorajsze orzeczenie Sądu Najwyższego to dalszy ciąg sprawy Czesława Skrzypczaka, potomka zabużan ze wsi Swarne Poleskie. Skrzypczak domaga się ok. 200 tys. zł odszkodowania za pozostawione tam mienie. Przegrał jednak w sądach niższych instancji, które uznały, że nie ma podstawy prawnej do wypłacenia odszkodowania. Skrzypczak uważa, że jest – w postaci umów republikańskich. Wczoraj Sąd Najwyższy uznał ważność umów republikańskich i skierował sprawę Skrzypczaka z powrotem do sądu II instancji.
Apel do zabużan
Wrocławski oddział Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kresowian – Wierzycieli Skarbu Państwa prosi o kontakt wszystkie osoby, które ubiegają się o odszkodowania za mienie pozostawione na dawnych Kresach Wschodnich. W tej sprawie można dzwonić do sekretarza oddziału, pani Janiny Sikorowskiej. Nr tel.: 071/791- 81-24 (dzwonić w wieczorem).
PRZEPRASZAMY
Najmocniej przepraszamy Państwa za niefortunny tytuł, jakim początkowo opatrzony był ten artykuł. To nasze ewidentne niedopatrzenie i wynik nieuwagi. Postaramy się, aby podobne sytuacje już nigdy nie miały miejsca.
Bartłomiej Dwornik
NaszeMiasto.pl
Agnieszka Niczewska
Słowo Polskie
|
Autor artykułu: Łukasz Medeksza