Archive for the ‘Archiwa z Zapisanej Karty’ Category

Bilety idą jak woda

Tuesday, November 25th, 2003

KOSZYKÓWKA Przed czwartym spotkaniem Idei Śląska w Eurolidze

Niesamowitym zainteresowaniem cieszy się środowy mecz na szczycie grupy C Euroligi. Wrocławianie podejmą inny niepokonany zespół – Pamesę Walencja. Do wczoraj rozprowadzono już 5700 wejściówek na to spotkanie. (more…)

Rotarianie pomagają szkole

Tuesday, November 25th, 2003

JANOWICE WIELKIE

Gimnazjum i Szkoła Podstawowa w Janowicach Wielkich niebawem otrzyma prawie 39 tysięcy dolarów. Połowę tej sumy ofiarują duńscy członkowie Rotary Club, zaprzyjaźnieni z gminą. Resztę dołoży amerykańska centrala tej organizacji.

Duńscy rotarianie rozpoczęli zbiórkę pieniędzy dla janowickich szkół dwa lata temu. Był to efekt wieloletniej współpracy Janowic Wielkich z duńską gminą Rosenholm. Sposoby zbiórki pieniędzy były bardzo różne. Między innymi sprzedawano koperty z wydrukowanymi pracami plastycznymi uczniów naszych szkół. Duńczycy zebrali ponad 19 tysięcy dolarów. Po zakończeniu zbiórki Rotary Club z Rosenholm złożył wspólnie z jeleniogórskim klubem rotarian wniosek o dodatkowe dofinansowanie do amerykańskiej centrali tej organizacji. Udało się przekonać Amerykanów, którzy przyznali grand w wysokości kolejnych 19 tysięcy dolarów.
- Czekamy teraz na utworzenie dewizowego konta przez jeleniogórskich rotarian. Wówczas pieniądze zostaną przekazane. Martwi mnie tylko obniżający się kurs dolara – mówi Jerzy Grygorcewicz, wójt Janowic Wielkich.
Dzięki pomocy rotarian w Szkole Podstawowej powstanie pracownia komputerowa i nowoczesna pracownia do nauki języków obcych. Ponadto dyrekcja kupi nowe meble biurowe do klas oraz odnowi szkolną stołówkę.
Gmina Janowice Wielkie rocznie przeznacza na utrzymanie zespołu szkół prawie 2 miliony złotych. Jednak dzięki tym pieniądzom udaje się utrzymać szkolne budynki, a reszta idzie na nauczycielskie pensje. Na doposażenie klas brakuje pieniędzy.
Współpraca z Duńczykami z Rosenholm ma już kilkuletnią tradycję. Zagraniczni partnerzy Janowic pomagali finansowo mieszkańcom między innymi podczas usuwania skutków powodzi w 1997 roku.

Autor artykułu: Rafał Święcki

Praca dla młodych

Monday, November 24th, 2003

LUBIN

Stu trzydziestu absolwentów z powiatów zagłębia ma szansę niebawem otrzymać staż w zakładach miedziowego koncernu. To pierwszy etap przyjętego właśnie programu współpracy KGHM z samorządami. (more…)

Na dzień dobry ziąb i brud

Monday, November 24th, 2003

LEGNICA Pasażerowie i sklepikarze na dworcu kolejowym marzną na kość

Legnicki dworzec PKP od dawna już nie jest wizytówką miasta. A już szczególnie teraz, gdy jest na nim równie zimno jak na dworze. Wszystkiemu winna jest stara instalacja grzewcza, pamiętająca jeszcze lata trzydzieste.

Miesiąc temu pękła rura. By ją naprawić, trzeba by rozkopać pół dworca. Kolejarze głowią się co zrobić z tym fantem.
Aleksandra Pawełek, zarządca Rejonu Administracji i Utrzymania Nieruchomości PKP w Legnicy na samo pytanie o ziąb na dworcu, rozkłada ręce. – Nie dość, że mamy tyle problemów, to jeszcze ta rura! – wzdycha.
Do awarii instalacji ogrzewającej legnicki dworzec doszło ponad miesiąc temu. Kompleks kolejarskich budynków ogrzewała lokalna kotłownia. Od niej rozchodzą się rury na wszystkie obiekty. Problem w tym, że cała ta instalacja pamięta jeszcze okres międzywojenny. Kładli ją jeszcze Niemcy.

Kłopotliwy remont

- Pewnego dnia ogrzewanie przestało działać. Długo ustalaliśmy, co się stało. Okazało się w końcu, że rura pękła pod holem głównym dworca. Do tego przy samych kasach. W efekcie bez ogrzewania pozostał hol, poczekalnia i budynek, w którym mieści się administracja – mówi Aleksandra Pawełek.
Według fachowców z PKP, naprawienie ogrzewania jest niemożliwe. Dlaczego?
- Rura biegła przez dworcową piwnicę. Ale w latach 70. podziemia zostały zasypane. Do dziś zresztą nie wiem, dlaczego – mówi Aleksandra Pawełek.
By się do niej dostać, ekipa remontowa musiałaby rozkopać prawie cały dworcowy hol. A prace w pobliżu stanowisk kasjerek mogłyby uszkodzić system komputerowy, na którym opiera się sprzedaż biletów.
- Dlatego nie mamy wyjścia. Musimy znaleźć inne rozwiązanie. Odetniemy się od starego systemu grzewczego i założymy nowy. Trwają już prace projektowe. Myślę, że za kilka tygodni będzie gotowy projekt. Do tego czasu jakoś musimy sobie poradzić – mówi Aleksandra Pawełek.
Wszystko to sporo będzie kosztować. Ile? Na razie nie wiadomo. Nie ma jeszcze kosztorysu prac. Ale wiadomo już, że sam projekt będzie kosztować kolej około kilku tys. zł.
- Co tu dużo mówić. Pieniędzy brakuje nam zresztą jak wszędzie. Ale na to muszą się znaleźć – mówi szefowa dworca.

Handlowcy marzną i tracą

Podróżni oczekujący na pociąg póki co będą marznąć. Tak jak Adam Jaworowski, który co drugi piątek jeździ do Wrocławia na uczelnię.
- Faktycznie jest zimno. I jeszcze niezbyt przyjemnie pachnie. Ale to problem chyba wszystkich dworców w kraju – mówi zagadnięty przez nas student.
Nieco lepiej mają kasjerki, którym uruchomiono awaryjne ogrzewanie elektryczne. W najgorszej sytuacji są jednak nie tylko podróżni, ale i dzierżawcy punktów usługowo-handlowych. Na legnickim dworcu są dwa kioski, kilka fast-foodów, kwiaciarnia i punkt ksero. Ich pracownicy siedzą w grubych swetrach i kurtkach.
- Teraz na dworze jest ciepło, jak na tę porę roku. A co będzie jak chwycą mrozy? Grudzień przecież już za pasem – denerwuje się Mirosława Grochowina, która pracuje w punkcie ksero.
- Pracuję tu na zmianę z kolegą od godz. 7 do 19. Na razie wspomagamy się farelką. Ale jak przyjdzie mróz, to i ona dużo nie pomoże. Najgorsza jest wilgoć. Fatalnie wpływa na papier. O! Dziś na przykład straciłam 70 kartek papieru do kserowania. Jak dalej będzie tak zimno, interes podupadnie – żali się kobieta.

DWORZEC TYLKO DLA PASAŻERÓW

Dworzec to budynek przeznaczony dla pasażerów z ważnym biletem. A nie dla bezdomnych – w taki sposób definiuje go Aleksandra Pawełek. Dlatego jeszcze w tym tygodniu dworcowa poczekalnia będzie zamknięta w godz. od 23 do 4 rano. A na drzwiach zostaną zainstalowane kraty. Przedstawiciele PKP twierdzą, że nie są placówką pomocy społecznej i trudno im odmówić racji. Na legnickim dworcu powieszono niedawno regulamin obowiązujący osoby, które przebywają na jego terenie. Zakazuje on m.in. spania na ławkach. Obok wiszą adresy placówek pomocy społecznej, w tym noclegowni dla bezdomnych. – Nieraz rozmawialiśmy z władzami miasta na ten temat. Chcieliśmy pomocy straży miejskiej przy wypędzaniu bezdomnych z poczekalni. Słyszymy, że dworzec ma być wizytówką miasta. Ale jak prosimy o pomoc, to władza mówi, że dworzec jest własnością PKP, a nie gminy – mówi Aleksandra Pawełek.

Autor artykułu: Paweł Jantura

Temida aż po Kresy

Saturday, November 22nd, 2003

Jest nadzieja na godziwe odszkodowania: Sąd Najwyższy poparł starania zabużan

Rząd ma opublikować trzy tzw. umowy republikańskie, które Polska zawarła z Białorusią, Litwą i Ukrainą w 1944 roku – orzekł wczoraj Sąd Najwyższy. To dobra wiadomość dla zabużan, którzy mają nadzieję, że na tej podstawie będą mogli ubiegać się o zwrot równowartości majątków pozostawionych na Wschodzie.

Na razie to jednak tylko teoria, bo parlament pracuje właśnie nad projektem ustawy o odszkodowaniach za mienie zabużańskie. Nie wiadomo, czy przy wypłacie rekompensat państwo powinno kierować się ustawą, która ogranicza wysokość roszczeń, czy trzema umowami republikańskimi, które gwarantują pełne odszkodowania za utracone majątki.

Nadzieja w Konstytucji

Sprawa jest nawet bardziej skomplikowana. Bo po werdykcie Sądu Najwyższego zabużanie będą mogli dochodzić swoich roszczeń w oparciu o zapis Konstytucji gwarantujący wypłatę odszkodowań w razie nieprzestrzegania umów przez państwo. Zatem zabużanin będzie formalnie walczył nie o odszkodowanie za utracony majątek, a o odszkodowanie za nieprzestrzeganie przez Polskę umów republikańskich. Dotąd sądy odalały roszczenia zabużan argumentując m.in., że te umowy nas nie obowiązują, bo nie zostały w Polsce opublikowane. Sąd Najwyższy nakazał ich publikację – i tym samym uznał ich ważność.
- Jedynym problemem będzie teraz wysokość odszkodowania – powiedział “Słowu” warszawski adwokat Krzysztof Dobrowolski, który reprezentuje zabużan. – Czy ma to być równowartość pozostawionego majątku, czy będzie to inna kwota.
Sejm przyjął niedawno projekt ustawy, która gwarantuje zabużanom wypłatę odszkodowań – ale w kwocie nie większej, niż 50 tys. zł. W dodatku państwo nie da tych pieniędzy nikomu do ręki, a jedynie gwarantuje taką “ulgę” przy zakupie przez zabużan państwowych nieruchomości. Projekt ustawy trafił teraz do Senatu.
- Konflikt między tym dokumentem a orzeczeniem Sądu Najwyższego jest ewidentny – tłumaczy Dobrowolski. – Zresztą, gdyby ustawa została przyjęta, Trybunał Konstytucyjny musiałby stwierdzić jej zgodność z Konstytucją. My zakładamy, że nie ma tej zgodności.

Zamiast pieniędzy – stara fabryka

Zdaniem Joanny Marciniak, szefowej wrocławskiego oddziału Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kresowian – Wierzycieli Skarbu Państwa (OSK-WSP), dobrze byłoby znaleźć jakiś kompromis między projektem ustawy a konsekwencjami decyzji Sądu Najwyższego. Wszak państwo ma kłopoty finansowe i trudno oczekiwać, że wypłaci zabużanom równowartość wszystkich majątków, jakie utracili.
Z drugiej strony, wielu nie podoba się, że aby zdobyć odszkodowanie, muszą stawać do przetargów na sprzedaż państwowych nieruchomości. Zwłaszcza, że są to na ogół dość marnej jakości obiekty.
- Ja na przykład dostałam zaproszenie na przetarg do Zielonej Góry – opowiada Czesława Domańska. – Chodzi o jakąś zdewastowaną fabrykę papieru. Ale mnie to nie interesuje. Przecież zostawiłam na Wschodzie pełnowartościowy majątek.
Rząd szacuje, że w całej Polsce o rekompensaty stara się ponad 78 tys. osób, na samym Dolnym Śląsku – 18,5 tysiąca.

Sprawa Skrzypczaka

Wczorajsze orzeczenie Sądu Najwyższego to dalszy ciąg sprawy Czesława Skrzypczaka, potomka zabużan ze wsi Swarne Poleskie. Skrzypczak domaga się ok. 200 tys. zł odszkodowania za pozostawione tam mienie. Przegrał jednak w sądach niższych instancji, które uznały, że nie ma podstawy prawnej do wypłacenia odszkodowania. Skrzypczak uważa, że jest – w postaci umów republikańskich. Wczoraj Sąd Najwyższy uznał ważność umów republikańskich i skierował sprawę Skrzypczaka z powrotem do sądu II instancji.

Apel do zabużan

Wrocławski oddział Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kresowian – Wierzycieli Skarbu Państwa prosi o kontakt wszystkie osoby, które ubiegają się o odszkodowania za mienie pozostawione na dawnych Kresach Wschodnich. W tej sprawie można dzwonić do sekretarza oddziału, pani Janiny Sikorowskiej. Nr tel.: 071/791- 81-24 (dzwonić w wieczorem).

PRZEPRASZAMY
Najmocniej przepraszamy Państwa za niefortunny tytuł, jakim początkowo opatrzony był ten artykuł. To nasze ewidentne niedopatrzenie i wynik nieuwagi. Postaramy się, aby podobne sytuacje już nigdy nie miały miejsca.

Bartłomiej Dwornik
NaszeMiasto.pl
Agnieszka Niczewska
Słowo Polskie

Autor artykułu: Łukasz Medeksza

Targowisko idzie pod młotek

Thursday, November 20th, 2003

WAŁBRZYCH Dwa Manhattany do jednego staną przetargu

Zamiast walczyć jak dotąd, kupcy z dwóch stowarzyszeń Manhattan I i II po raz pierwszy od lat próbują się porozumieć. Przedmiot sporu wart jest kompromisu – chodzi bowiem o przetarg na zagospodarowanie największego wałbrzyskiego targowiska na placu Zamenhofa na osiedlu Piaskowa Góra.

Jeszcze dwa lata temu na placu przed Realem, nazwanym przez mieszkańców Manhattanem, handlowali kupcy z obu stowarzyszeń. Ale w 2002 roku, część z nich, zrzeszona w stowarzyszeniu Manhattan I, wybudowała halę targową. Uwierzyli ówczesnym władzom miasta, że od 2003 roku nie będzie już handlu na placu. Kosztem wielkich wyrzeczeń (wkład wynosił po 40 tys. zł) na początku 2003 roku halę otwarto. Ale targowisko z placu nie zniknęło. Zmieniły się władze i podejście do problemu. Hala świeci pustkami, bo część kupców pozostała na Manhattanie i nadal handluje. W rezultacie powstała paradoksalna sytuacja – kupcy z hali muszą się ratować targując nadal na placu.

A jednak handel

Targowisko miało przestać istnieć 31 grudnia 2002 roku, bo zdaniem poprzednich władz Wałbrzycha funkcjonowało niezgodnie z miejscowym planem przestrzennego zagospodarowania miasta (plac Zamenhofa miał być rekreacyjny z funkcjami usługowymi). Niewiele się jednak mówiło, że w tym samym czasie, bo 1 stycznia 2003 roku plan ten traci ważność, więc argument ten stał się bez znaczenia.
Po koniecznych zmianach (była m.in. rozprawa administracyjna) plac zyskał status handlowo-usługowego.

Pomysł jest

Plan na takie jego zagospodarowanie zgłaszali od dawna kupcy z Manhattanu II, którzy nigdy nie opuścili placu. Ich projekt zakłada budowę zamkniętego obiektu handlowo-usługowego (2500 m kwadratowych). Byłaby to zwarta, szeregowa zabudowa na 120 otwartych stoisk zamykanych na noc roletami. Do tego dziesięć stoisk warzywnych, mała gastronomia, budynek socjalny. Pozostała część placu (całość liczy 4600 m kwadratowych) wykorzystana miałaby być na cele rekreacyjne.

Gdzie dwóch się bije

Problem w tym, ze prawo do zagospodarowania placu będzie miał ten, kto wygra przetarg. A do tego zamierzał wystartować również Manhattan I, czyli kupcy z hali.
Bezsens takiej wzajemnej rywalizacji zauważono w ratuszu. Wiceprezydent Roman Ludwiczuk zorganizował spotkanie obu stron i zaproponował negocjacje.
Propozycję przyjęto i rozmowy są w toku. Wczoraj odbyła się kolejna ich tura. A spieszyć się trzeba, bo przetarg ogłoszony zostanie prawdopodobnie jeszcze w grudniu. Byłoby smutno i śmiesznie, gdyby na rywalizacji obu wałbrzyskich stowarzyszeń wygrał zupełnie inny oferent.

Autor artykułu: Joanna Kasprzak

Chaładaj w opałach

Thursday, November 20th, 2003

Czy jeden z wrocławskich prominentów SLD straci immunitet poselski

Prokuratura Okręgowa w Warszawie chce odebrać immunitet poselski Janowi Chaładajowi. Jeśli go straci, prokuratura będzie mogła postawić mu zarzut poświadczenia nieprawdy. Chodzi o głośne “głosowanie na dwie ręce”. – Postąpiłem źle. I przyznałem się do winy. Ale czy jestem przestępcą? – mówił wczoraj “Słowu” Chaładaj.

O wniosku prokuratury Chaładaj dowiedział się wczoraj od dziennikarzy. Wracał ze służbowej podróży z Białorusi. W rozmowie ze “Słowem” był wyraźnie zdenerwowany.
- Nie wiem, co robić – tłumaczył się poseł. – Chcę poznać uzasadnienie wniosku. Porozmawiam z kolegami, ale jeśli tak będzie najlepiej, to sam zrzeknę się immunitetu. Niech to się już skończy – powtarzał kilkakrotnie.

Prokuratura chce immunitetów

Wczoraj Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła wniosek o uchyleniu immunitetów poselskich Janowi Chaładajowi oraz Stanisławowi Jarmolińskiemu (on także głosował w marcu “na dwie ręce”). Wniosek na razie nie trafił do Sejmu. Zgodnie z procedurą oceną jego zasadności zajmie się teraz Prokuratura Apelacyjna. Jeśli podzieli zdanie Prokuratury Okręgowej, wniosek o uchylenie immunitetów poselskich trafi do Prokuratury Krajowej. Ta może przekazać go Sejmowi. Wówczas, o ile parlamentarzyści sami nie zrzekną się immunitetów, zdecyduje o tym w głosowaniu Sejm. W obydwu przypadkach będzie to oznaczało formalną możliwość postawienia posłom zarzutów.
We wniosku, który trafił wczoraj do Prokuratury Apelacyjnej, stwierdzono, iż istnieje “uprawdopodobnione podejrzenie”, iż Chaładaj i Jarmoliński – jako funkcjonariusze publiczni – poświadczyli nieprawdę i przekroczyli swoje uprawnienia. Grozi im za to kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

I co mam teraz zrobić?

Jan Chaładaj powiedział nam wczoraj, że nie wie jeszcze, jak potraktować wniosek prokuratury. – Na pewno nie będę niczego utrudniał. Nie mam zamiaru kombinować – zapewnił. Dodał jednak, że choć wie, iż postąpił źle, to zastanawia się, czy nie jest przesadą “traktowanie go jak przestępcy”. – Zwłaszcza że ani poseł, za którego głosowałem, ani wicepremier Pol, nie mają do mnie pretensji. A przecież jak jest przestępstwo, to muszą być poszkodowani – próbował się bronić.
Wątpliwości nie ma Jarosław Kaczyński, poseł PiS i przewodniczący komisji etyki polskiej: – Oczywistą rzeczą jest, że obaj posłowie dopuścili się przestępstwa – powiedział nam Kaczyński. – Może nie ogromnej wagi i znaczenia, ale wymiar sprawiedliwości musi działać i to jest reakcja prawidłowa – stwierdził. Według Kaczyńskiego, najlepszym wyjściem byłoby, gdyby Chaładaj i Jarmoliński sami zrzekli się immunitetów.
- Dzięki temu unikną dalszej kompromitacji. Nawet jeśli kara nie będzie surowa, lub postępowanie zostanie zawieszone, cała sytuacja będzie przestrogą dla wszystkich posłów. Nie można lekceważyć prawa i zasad – powiedział Jarosław Kaczyński.
O opinię na temat wniosku prokuratury zapytaliśmy także Włodzimierza Nieporęta, krajowego rzecznika dyscypliny partyjnej SLD. – Przyjęliśmy taką zasadę, że w sprawach objętych postępowaniem karnym wstrzymujemy się z wszelkimi ocenami do czasu ich zakończenia – powiedział nam Nieporęt. Zaznaczył jednak, że nawet umorzenie postępowania nie oznacza, że nic w danej sprawie nie będzie się działo.
Co zrobiłby Nieporęt w sprawie Chaładaja i Jarmolińskiego? – Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Nie chcę teraz niczego sugerować, ani wywierać na nikogo presji – stwierdził.

Autor artykułu: Wojciech Szymański

Komu przypadnie telewizyjny tron

Thursday, November 20th, 2003

Szefowa wrocławskiej filharmonii wśród głównych kandydatów na prezesa TVP

Lidia Geringer d’Oedenberg przeszła do drugiego etapu konkursu na prezesa Telewizji Polskiej. Taką wiadomość podał wczoraj jeden z portali internetowych. Z kolei Polska Agencja Prasowa informuje, że rada nadzorcza TVP wskazała dziesięć osób, spośród których wybierze prezesa. (more…)

Język starożytnych Indii

Tuesday, November 18th, 2003

LEGNICA W piątek wernisaż „Malarstwa na miedzi”, dziś…

Legnickie Muzeum Miedzi zaprasza dziś o godz. 17 na odczyt dr. Przemysława Szczurka z Uniwersytetu Wrocławskiego – Sanskryt, język starożytnych Indii.

To jednak nie jedyna atrakcja, jaką w tym tygodniu przygotowali legniccy muzealnicy. Szczególnie gorąco polecają wystawę „Malarstwo na miedzi”. Ekspozycja to wspólne przedsięwzięcie Muzeum Miedzi w Legnicy i Narodni Galerie w Pradze. Legnicka placówka od ponad 40 lat swej działalności ukazuje różne sposoby wykorzystania miedzi, także w sztuce.
Narodni Galerie ma w swoich zbiorach liczne obrazy europejskich mistrzów, malowane na blasze miedzianej. Od XVI w. malarze obok deski i płótna zaczęli używać jako podłoża malarskiego także blachy miedzianej, która wydawała się im być wyjątkowo trwałym materiałem. Nowy sposób malowania nie upowszechnił się jednak na większą skalę.
Polsko-czeska wystawa ma za cel ukazanie wspomnianego sposobu malowania w oparciu o zbiory muzeów z Czech (46 sztuk) i z Polski (ponad 60 sztuk). Zaprezentowane zostaną obrazy na miedzi artystów niderlandzkich, włoskich, niemieckich, ale także środkowoeuropejskich, w tym czeskich i polskich. Ekspozycja ukaże skalę zainteresowania i sposób rozpowszechniania się owej mody w sztuce europejskiej.
Kolekcjonowanie i eksponowanie obrazów na miedzi rodzi też rozliczne problemy konserwatorskie. Wystawa ta będzie więc okazją do wzajemnej wymiany doświadczeń konserwatorskich pomiędzy muzealnikami z Polski i Czech.
Otwarcie wystawy: piątek, 21 listopada o godzinie 17.30
Autorki wystawy: Hana Seifertova, Łucja Wojtasik-Seredyszyn
Ekspozycja czynna do 30 marca 2004 roku.

Autor artykułu: ?

Winne siły natury

Tuesday, November 18th, 2003

LUBIN Umorzono śledztwa w sprawie sierpniowych wypadków w kopalniach

Nie przestępstwo, a samoistny wstrząs górotworu był przyczyną tragedii, która wydarzyła się 4 sierpnia br. na oddziale kopalni „Lubin”. Do takich wniosków doszli specjaliści i prokurator, badający okoliczności tego wypadku. Właśnie umorzono śledztwo w tej sprawie. (more…)